Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

Dawna Wielkanoc na Jasielszczyźnie

Dawna Wielkanoc na Jasielszczyźnie zaczynała się dużo wcześniej niż dziś. „Zapusty” trwały od Bożego Narodzenia aż do Środy Popielcowej, ale dopiero ostatnie trzy dni były tym najbardziej intensywnym czasem – nazywano je „szalonymi dniami” albo ostatkami Był to moment przejścia między okresem zabawy a nadchodzącym postem. Dawniej w tych dniach bawiono się przy muzyce i tańcach w karczmach, spotykano się i wspólnie ucztowano. Z czasem zwyczaj ten zaczął zanikać i ostatki przeżywano już spokojniej.

Ważnym elementem było też jedzenie i wspólne goszczenie się. Podawano proste, ale sycące potrawy – gotowaną słoninę, kiełbasę, a do tego pito wódkę, piwo albo herbatę. Był to moment, kiedy można było jeszcze „na zapas” najeść się przed nadchodzącym postem. Ciekawe są też drobne zakazy i wierzenia. W ostatki nie wykonywano niektórych prac, np. nie przędzono, wierząc, że ma to wpływ na przyszłe plony – żeby len i ziemniaki nie zarastały chwastami.

Środa Popielcowa była momentem wyraźnego przełomu w życiu całej społeczności. Kończyły się zabawy, muzyka i śpiewy, a ich miejsce zajmowała cisza i powaga. Od tego dnia zmieniał się rytm życia – ludzie przechodzili z czasu „wesołego” w czas skupienia i postu. Już rano szło się do kościoła, gdzie kapłan posypywał głowy popiołem. Był to znak przemijania i początek przygotowania do Wielkanocy. Ten gest miał duże znaczenie i był jednym z najważniejszych momentów całego okresu wielkopostnego. Obok religii działały też zwyczaje społeczne. W tym dniu przypinano kawalerom i pannom tzw. „klocki”. Był to trochę żart, ale też forma publicznego „oznaczenia”, kto jeszcze nie założył rodziny. Taki zwyczaj dobrze pokazuje, jak mocno życie prywatne było wtedy związane z lokalną społecznością Bardzo ważne było także obserwowanie pogody. Wierzono, że to właśnie Popielec „ustawia” cały rok. Jeśli dzień był jasny i pogodny, spodziewano się dobrej wiosny. Jeśli pochmurny albo deszczowy – przewidywano słabszy, mokry sezon. Co więcej, kolejne dni po Popielcu miały zapowiadać następne pory roku.

Wielki Post był znacznie surowszy niż dziś. W wielu domach rezygnowano nie tylko z mięsa, ale nawet z nabiału. Post potrafił być naprawdę wymagający. W niektórych domach jedzono tylko bardzo proste rzeczy – chleb z solą i olejem albo pieczone ziemniaki. Były też tzw. „suche piątki”, kiedy unikano gotowanego jedzenia i ograniczano się do najprostszych posiłków. Cały ten czas był mocno związany z religią. Ludzie licznie uczestniczyli w nabożeństwach, takich jak Gorzkie Żale czy Droga Krzyżowa, które odbywały się regularnie przez cały okres postu. Ważnym momentem była też spowiedź i komunia wielkanocna. Traktowano je jako obowiązkowy element przygotowania do świąt – bez tego trudno było wyobrazić sobie pełne przeżycie Wielkanocy. Nie było muzyki ani śpiewów świeckich, a życie skupiało się wokół nabożeństw. Był to czas ciszy i wyraźnego wyciszenia całej społeczności.

Niedziela Palmowa miała bardzo praktyczny wymiar. Po poświęceniu palmą obchodzono dom trzy razy i uderzano nią o każdy róg, żeby pozbyć się robactwa. Palmą omiatało się też bydło, wierząc, że uchroni je to przed chorobą. A bazie z palmy połykano, żeby nie bolało gardło. Palma była traktowana trochę jak „narzędzie ochronne” na cały rok. Zostawiano ją później w domu albo w stajni, żeby pilnowała gospodarstwa i zwierząt. Wierzono, że chroni przed chorobą, ale też przed burzami i innymi nieszczęściami. Co ciekawe, używano jej nawet przy pierwszym wypędzie bydła na pastwisko – pasterze zabierali palmę ze sobą, żeby „zabezpieczyć” zwierzęta. To pokazuje, że jeden świąteczny przedmiot miał zastosowanie jeszcze długo po samej Wielkanocy.

W Wielki Czwartek wszystko się zmieniało. Dzwony milkły, a ich miejsce zajmowały drewniane kołatki i grzechotki, którymi robiono hałas przez kolejne dni. Ten dźwięk był znakiem, że zaczyna się najpoważniejszy czas w roku. Dzieci biegały trzy razy wokół domu, dzwoniąc kluczami i wołając: „Myszy, szczury uciekajcie z dziury”. Nie była to tylko zabawa – traktowano to jako sposób na „wypędzenie” szkodników z gospodarstwa i ochronę zapasów. Chłopcy szczególnie angażowali się w te zwyczaje. Robili własne kołatki i grzechotki, z którymi chodzili po wsi, ogłaszając pory dnia – na południe czy na wieczorne modlitwy. W ten sposób zastępowali dzwony kościelne. W tle był też post, który w tych dniach stawał się jeszcze bardziej surowy. Niektórzy zaczynali ograniczać jedzenie już od czwartkowego wieczoru, wytrzymując aż do świątecznego poranka.

Wielki Piątek miał bardzo poważny, wręcz surowy charakter. W wielu miejscowościach całkowicie wstrzymywano prace – dzień był poświęcony tylko modlitwie i przeżywaniu Męki Pańskiej. Ludzie szli do kościoła nawet kilka razy w ciągu dnia – rano i po południu. Dzieci ubierano odświętnie, a matki dawały im drobne monety, które później składano jako ofiarę. Najbardziej poruszający był jednak zwyczaj drogi na kolanach. Dziecko razem z matką przesuwało się od samego wejścia do kościoła aż do Grobu Pańskiego. Tam całowano rany Chrystusa i składano ofiarę. Był to bardzo osobisty i mocny sposób przeżywania tego dnia. Pojawiały się też zwyczaje bardziej „codzienne”, związane z gospodarstwem. W niektórych wsiach dawano koniom chrzan, wierząc, że ma to dla nich znaczenie ochronne albo wzmacniające.

W Wielką Sobotę ogromne znaczenie miała woda święcona. Kropiono nią domy i zabudowania, a później także pola, wierząc, że ochroni to gospodarstwo i zapewni dobry urodzaj. Trwały też intensywne przygotowania do święconki. Każdy element miał znaczenie i nie był przypadkowy – do koszyka wkładano m.in. jajka, chleb, kiełbasę, ser, masło, sól, ocet, chrzan, a nawet wino. To nie był tylko symbol, ale też zapas „lepszego jedzenia” na wyjątkowy dzień. Bardzo ciekawy był sam zwyczaj święcenia. Do kościoła szły głównie dzieci, często już kilkuletnie, niosąc małe koszyczki. W środku znajdował się np. baranek z ciasta, pisanki i chrzan. Było to dla nich ważne wydarzenie, trochę jak własne „zadanie” w świętach. Pisanki robiono ręcznie, przy użyciu wosku i naturalnych barwników. Wzory nanoszono cienkim patyczkiem, a potem gotowano jajka w kolorze. Powstawały różne barwy – zielone, czerwone czy fioletowe. Każda była trochę inna, bo wszystko zależało od ręki i pomysłu. Ciekawy jest też zwyczaj obchodzenia święconki wokół domu. Robiono to trzy razy, wierząc, że zapewni to dostatek chleba i ochroni gospodarstwo, nawet przed… szczurami.

Wielkanoc była bardzo głośna i pełna radości. Już od północy słychać było strzały z moździerzy, a ludzie wcześnie szli na rezurekcję. Po powrocie dzielono się jajkiem, składając sobie życzenia, i pilnowano, żeby nawet najmniejszy kawałek nie spadł na ziemię. Zanim jednak zaczęto jeść, każdy brał do ust chrzan – jego ostry smak miał przypominać o męce Chrystusa. W tradycji wielkanocnej chrzan symbolizował też siłę i zdrowie, dlatego traktowano go jako ważny element świąt. Nawet resztki jedzenia miały znaczenie. Skorupki z poświęconych jaj wynoszono na grządki, żeby chronić rośliny przed gąsienicami, a kości wrzucano do wody, wierząc, że dzięki temu żaby nie będą skrzeczeć. Ciekawe jest też to, że nie wszystkim dawano święcone – psu i kotu go nie podawano.

Drugi dzień świąt to nie tylko polewanie wodą. Odbywały się procesje zwane „Emaus”, które nawiązywały do biblijnej drogi uczniów do Emaus – wierni szli razem, modląc się i śpiewając  Gospodarze jeszcze przed świtem wychodzili w pole i kropili je wodą święconą, wierząc, że zapewni to urodzaj i ochroni plony przed zniszczeniem. W niektórych wsiach młodzieńcy chodzili od domu do domu ze śpiewem, niosąc krzyż. W zamian dostawali jedzenie – najczęściej pieczywo i jajka. Był to trochę religijny zwyczaj, a trochę okazja do spotkań i wspólnego świętowania. Była też druga, bardziej „żartobliwa” strona tego dnia. Chłopcy chodzili do domów, gdzie były dziewczęta i prosili o pisanki… ale zamiast nich często dostawali wiadro wody I to właśnie z takich sytuacji wyrósł późniejszy śmigus-dyngus – tylko kiedyś potrafił być dużo bardziej bezpośredni i zaskakujący.

Ilustracje na grafice:

Fot. 1. Narodowe Archiwum Cyfrowe – Dziewczynki z koszami ze święconką przed dworem – Tomaszowice, 1937.
Fot. 2. Narodowe Archiwum Cyfrowe – Grupa kobiet z dziećmi w drodze powrotnej do domu po poświęceniu pokarmów – 1937.
Fot. 3. Mieczysław Mikulski, zbiory Stowarzyszenia Miłośników Jasła i Regionu Jasielskiego – Pisanki z okolic Jasła.
Fot 4. Narodowe Archiwum Cyfrowe – Kobieta zdobiąca pisanki. Zdjęcie z połowy lat 70. zeszłego stulecia.
Fot. 5. Narodowe Archiwum Cyfrowe – Archiwum „Nasze Miasto” – Śmigus-Dyngus.
Fot. 6. Narodowe Archiwum Cyfrowe – Obchody Wielkanocy w Wojsku Polskim we Francji. Dzielenie się jajkiem w oddziale. 1940 r.
Fot. 7. Narodowe Archiwum Cyfrowe – Półka sklepowa z towarami spożywczymi. Widoczne ozdoby świąteczne, mazurki i alkohole – 1948.
Fot 8. Narodowe Archiwum Cyfrowe – Dekoracja stołu wielkanocnego – 1939.
Fot. 9. Narodowe Archiwum Cyfrowe – Dekoracje wielkanocne, 1969 r.
Fotografie zostały poddane koloryzacji oraz nieznacznej obróbce.

Więcej zdjęć możecie zobaczyć na stronie:

jaslo.naszemiasto.pl, naszemiasto.pl, korso24.pl, naszemiasto.pl, Gazeta Lubuska, WIELKANOC